Wydarzenia

Cudownie było oglądać wszystkie Wasze prace nadesłane w ramach konkursu „Świat Roblinków w 2050 roku” na naszym  fejsbukowym fanpage’u. Okazało się, że Roblinki lubią podróżować, uwielbiają spędzać czas na świeżym powietrzu, a ze sportów zwłaszcza upodobały sobie wspinaczki w parkach linowych, żeglowanie, latanie  i mnóstwo innych.

A oto galeria wszystkich prac

 

Oczywiście Roblinki kochają naszą Ziemię, ale ich dusza podróżnika pcha je na podbój kosmosu, gdzie czekają nowe przygody i może nawet przyjaciele? Ciekawe, jak będą wyglądać. Może nawet podobnie do Roblinków albo całkiem inaczej. Wiesiek pewnie będzie wiedział pierwszy, bo już rakietą wystartował w przestworza. Odważny z niego gość, w końcu Roblinek. One uwielbiają wyzwania 🙂

W następną podróż wybierze się balonem i koniecznie zabierze ze sobą Alinkę, która zawsze marzyła, żeby zobaczyć tęczę z bliska. Wiesiek to dobry przyjaciel i zawsze lubi uszczęśliwiać Alinkę. Po wycieczce balonami pewnie wybiorą się do znajomej rodzinki i zasypią ich opowieściami o swoich przygodach. Dzieci uwielbiają ich słuchać i często śmieją się na całego, bo Wiesiek to żartowniś i lubi robić psikusy.

Kiedyś na przykład spędzali czas na wsi u jednego miłego gospodarza, który miał dużo krów. Ale ten gospodarz był bardzo nieszczęśliwy, bo nie miał w ogóle czasu na odpoczynek. Krowy w dzień jedzą sobie na łące trawę, no i robią sobie coś, co nieładnie pachnie. Nocą wracają do obory, no i też robią sobie właśnie to coś. No i ten gospodarz miał bardzo dużo pracy, żeby to nieładnie pachnące coś z tej obory ciągle wywozić. W końcu poszedł po rozum do głowy i zainwestował w zgarniacz obornika i właśnie wtedy okazało się, że potrzebuje linkę stalową do tej nowej maszyny. Z pomocą przyszły mu Roblinki i zainstalowały wszystko, jak trzeba. Gospodarz był taki uradowany, że pozwolił Wieśkowi pojeździć traktorem.

I wiecie, co pewnego razu ten mały psotnik zrobił. Wsiadł w ten traktor i pojechał nim do miasta, żeby pokazać dzieciom, jaką traktor ma super moc.  Zakradł się do tira, który stał zaparkowany na poboczu, bo kierowca akurat poszedł sobie kupić sok pomarańczowy na stacji benzynowej. Założył linę holowniczą i ciągnął go chyba przez 100 metrów, a dzieci patrzyły z zachwytem.  Tir był załadowany bębnami z linami stalowymi, które są baaardzo ciężkie. Liny były grube, prawie jak ramię i było ich chyba z dziesięć, bo tir wiózł ważną dostawę nad morze do terminalu kontenerowego. Kierowca, gdy wyszedł ze stacji oniemiał i prawie upuścił sok. Nawrzeszczał na Wieśka, po czym wsiadł do szoferki, skończył sok i ruszył w drogę do Trójmiasta. Nawet nie spostrzegł, kiedy do przyczepy załadowały mu się dwa sprytne Roblinki. No i tym sposobem kierowca dostarczył liny do terminalu, a Alinkę i Wieśka wprost na plażę.

Roblinki uwielbiają morze. Raz nawet płynęły dużym jachtem i czuły się, jak w domu, bo tam było bardzo dużo różnych linek. Całe mnóstwo nawet! No ale po szaleństwach nad morzem trzeba było wrócić do miasta i pomagać w budowie nowych domów, wieżowców i nawet metra. Wszędzie tam potrzebne są liny, a nikt nie potrafi ich tak dobrze dobrać, jak Roblinki. A wiecie skąd się na tym znają? Cały czas się uczą i zdobywają wiedzę na uniwersytetach w Polsce i zagranicą. A potem to wszystko sprawdzają w praktyce, gdy pomagają robić zawiesia i zalewają końcówki lin. Alinka po skończonej pracy zawsze dokładnie sprawdza, czy wszystko jest zrobione na medal i wystawia atesty. Bo każda lina musi mieć specjalny certyfikat. To bardzo ważne!

Kiedy wpadają na budowę nowego osiedla, Wiesiek bardzo się złości, jak na przykład jakiś żuraw wieżowy ma zamontowaną złą linę. I wtedy jak ten żuraw coś podnosi do góry, to wszystko się kręci, jak na karuzeli i operator jest wtedy wykończony nerwowo, no i wszystko trwa sto razy dłużej niż normalnie. No i taki operator potem przychodzi do domu i jest wściekły na swojego szefa, że kupił mu taką głupią linę. Dzieci chcą się z nim pobawić, a on nie ma humoru, leży tylko na kanapie i pisze coś w telefonie z innymi wściekłymi operatorami. I tu jest pole popisu dla Roblinków. Wiesiek bierze to w swoje ręce albo Alinka i idą do tego szefa, mówią mu że się nie zna i jest niemądry, no i załatwiają nową solidną linę, która się nie kręci w ogóle. Operator przychodzi do pracy zły, że znowu będzie ciężko. A tu niespodzianka. Luzik, wszystko idzie, jak z płatka. I wiecie, co robi. Dzwoni do swojej żony, że ma przygotować plecaki, bo jak wróci z pracy, to zaraz zasuwają całą rodziną na kajaki i park linowy. No i po to są właśnie Roblinki 😉

Jeśli ciekawią Was dalsze przygody Wieśka i Alinki, wpadajcie do nas na fanpage i bloga. Przez całe wakacje ci mali przyjaciele będą nam towarzyszyć. A może nawet ktoś nowy się pojawi w ich świecie 🙂

/dm